Krzysztof R. MAZURSKI (Wrocław) Środowisko wrocławskich krajoznawców, we współpracy - niezwykle wszechstronnej i bogatej, z całym dolnośląskim zapleczem, odznacza się szczególną aktywnością i wyrazistością na tle kraju. Wynika to co najmniej z dwóch przyczyn. Po pierwsze, w stolicy Śląska utworzył się jeden z największych ośrodków naukowych i akademickich w Polsce. Po drugie, mieszkańcy - zwłaszcza potomkowie pokolenia pionierów z lat czterdziestych, spragnieni i ciekawi byli i są przeszłości i tradycji regionu, w którym tworzą od sześćdziesięciu niemal już lat nową społeczność. Znalazło to wyraz we wzmożonej aktywności krajoznawczej w ramach Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, która na Dolnym Śląsku rozpoczęła swoisty "złoty" okres na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Musiała ona znaleźć ujście w formie publikacji, które zapełniłyby lukę na rynku wydawniczym, a które dałyby szansę na upowszechnianie wiedzy regionalnej, nie znajdującej miejsca w programach szkolnych i środkach masowej informacji. Stąd też w Okręgowej Komisji Krajoznawczej PTTK we Wrocławiu pojawiła się inicjatywa wydawania własnego periodyku o charakterze krajoznawczym. Udało się ją wszakże zrealizować dopiero nieżyjącemu od wielu już Witoldowi Preliczowi w ramach działalności programowej Oddziału Wrocławskiego. Okazało się po wydaniu pierwszych kilku, powielaczowych numerów, iż zapotrzebowanie na tego rodzaju wiedzę jest bardzo duże. Redakcja postanowiła tedy dokonać ich reedycji w nowej formie (A5), utrzymanej do końca.Przez wiele lat - od 1970 r., periodyk "Informator Krajoznawczy" jako kwartalnik doskonalił szatę, stale jednak skromną, uwarunkowaną ówczesnymi możliwościami poligraficznymi i finansowymi, wzbogacał tematykę i zespół autorski. Czasopismo zaczęło być coraz wyżej cenione, ale w miarę lat zaczęły pojawiać się różne trudności: finansowe, cenzorskie. Dlatego też zmieniały się, choćby nawet częściowo, by zaspokoić formalne oczekiwania niektórych donatorów, tytuły, numeracje, co spowodowało też spore komplikacje w opisie bibliograficznym. Niemniej jednak było to ciągle to samo czasopismo. Kryzys lat osiemdziesiątych przyniósł spadek jakości poligraficznej, która wyraźnie wzrosła w następnej dekadzie. To już był dobry poziom. Ale też wolny rynek, ograniczanie dotacji państwowych i, co szczególnie szokujące, samorządowych spowodowały w końcu upadek tytułu, który przestał ukazywać się w 1999 r. Wielka to szkoda, ponieważ blisko trzydziestoletni dorobek redakcji jest niezwykle cenny i znaczący nie tylko w upowszechnianiu zdobyczy nauki, ale i jej wzbogacaniu, jako że w "Informatorze Krajoznawczym" ukazało się wiele przyczynków i opracowań o niezaprzeczalnie oryginalnym, naukowych charakterze.Jednym z interesujących wątków tematycznych są Łużyce - rozumiane oczywiście w swoim historycznym zasięgu, a więc także w obrębie państwa polskiego. Zainicjowany on został drobnym przyczynkiem nestora ówczesnego krajoznawstwa Zbigniewa Martynowskiego, specjalisty w zakresie toponomastyki i sztuki, by zaraz zostać zarysowany w ogólnym zakresie przez inicjatora periodyku i jego pierwszego redaktora Witolda Prelicza. W miarę zagłębiania się dolnośląskich krajoznawców w problematykę łużycką przybywało znawców tematu, a tym samym i publikacji. Ze względu na ograniczony zasięg czasopisma wydaje się potrzebne udostępnienie szerszemu kręgowi zainteresowanych tytułów publikacji łużycoznawczych, gdyż niejednokrotnie notuje się, w różnych zresztą kręgach, "wyważanie otwartych drzwi". Tytuł dostępny jest przede wszystkim w Regionalnej Pracowni Krajoznawczej przy Oddziale Wrocławskim PTTK, a ponadto m.in. w Gabinecie Śląsko-Łużyckim Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu i Bibliotece Narodowej.SPIS BIBLIOGRAFICZNY1. Zbigniew Martynowski: Zamek "Czocha". 1971 nr 1(5) s. 16-19.2. Witold Prelicz: Zarys historii Łużyc. 1971 nr 3(6) s. 30-35.3. Zbigniew Szkolnicki: Prasa na Łużycach. Materiały Krajoznawcze, lipiec 1975 s. 51-52.4. Krzysztof R. Mazurski: Zarys genetyczny zachodniosudeckich nazw miejscowych. Materiały Krajoiznawcze, marzec 1978 s. 50-55.5. " : Z dziejów rodów śląsko-łużyckich. IK, czerwiec 1978 s. 3-10.6. " : Zarys początków Turoszowa. j. w., s. 11-16.7. " : Z historii dóbr czajkowskich. IK, czerwiec 1979 s. 1-6.8. " : Pierwsi posiadacze Bogatyni. j. w., s. 43-46.9. " : Z wczesnych dziejów Łużyc Górnych. IK, marzec 1980 s. 46-55.10. " : Z historii Sulikowa. 1980 nr 4 s. 12-13.11. Ewald Müller: Królowie Wendów w historii i podaniach. IK, marzec-czerwiec 1981 s. 53-56.12. Krzysztof R. Mazurski: Jakub Böhme - mistyk ze Starego Zawidowa. IK, wrzesień-grudzień 1981 s. 36-42.13. Luiza Panster: Oświecenie na Łużycach a Łużyczanie. 1982 nr 1-2 s. 30-33.14. Krzysztof R. Mazurski: Zburzenie zamku Trzcieniec. j. w., s. 39-42.15. " : Źródła do wczesnych dziejów Łużyc Wschodnich. 1982 nr 3-4 s. 40-46.16. " : Z leczniczych tradycji Sulikowa. 1983 nr 3-4 s. 35-37.17. Krzysztof R. Mazurski, Władysław Martynowski: Problem granicy Zagozdu w świetle dokumentu z 1241 roku. 1984 nr 3-4 s. 17-22.18. Krzysztof R. Mazurski: Lwiniec i Świeradów Zdrój. j. w., s. 23-26.19. " : Przyczynki wschodniołużyckie. 1985 nr 41 s. 42-47.20. " : Marijny Doł nad Nysą Łużycką (NRD). 1986 nr 42 s. 33-36.21. " : Pančicy-Kukow na Łużycach Górnych. 1986 nr 43 s. 50-52.22. " : Ośrodki ewangelicyzmu na Łużycach Górnych. 1986 nr 44 s. 40-43.23. " : Ruiny zamku w Korzyniu (Góry Łużyckie). 1987 nr 46 s. 19-21.24. Tadeusz Kusiak: Dawne obyczaje i legendy Łużyczan. 1987 nr 48 s. 25-36.25. Krzysztof R. Mazurski: Z dziejów Unięcic. 1988 nr 50 s. 31-38.26. " : Zamek Karlsfried nad Nysą Łużycką. 1988 nr 52 s. 46-47.27. Wolfgang J. Brylla: Żarski kompozytor [G. Ph. Telemann]. 1989 nr 54 s. 18-21.28. Krzysztof R. Mazurski: Łużyce 1945-1950. 1989 nr 56 s. 47-54.29. " : Rjana hornja Łužica. 1991 nr 59 s. 26-40.30. " : Z przeszłości Węglińca. Wędrowiec - Wrocławskie Zeszyty Krajoznawcze 1996 nr 1-2/96 (IK 74-75/W 17-18) s. 56-61.

Przemysław Mrugacz Grody słowiańskie pierwotnie o charakterze niemal wyłącznie obronnym, z czasem oprócz znaczenia strategicznego, odgrywały również ważną rolę w organizacji polityczno - terytorialnej, administracji, sądownictwie, gospodarce i jako ośrodki kultu. Wielość funkcji zatem nie pozwala na przedstawieniu w tak krótkim referacie opisu grodów w sposób przekrojowy a jedynie wyróżnienie tych cech charakterystycznych dla grodów na Łużycach, które wyróżniają je od reszty osad grodowych słowiańszczyzny .Badając literaturę przedmiotu daje się zauważyć znamienny fakt: niezwykle bogata jest literatura dotycząca plemion słowiańszczyzny połabskiej, skromna natomiast - ta dotycząca osadnictwa między Nysą Łużycką a Łabą, szczególnie dotyczy to Łużyc Dolnych. Wcześniejsza utrata niepodległości, skromniejsze badania archeologiczne, mniejsze zaludnienie, wreszcie brak źródeł pisanych powodują niechęć wśród badaczy tego okresu do zajmowania tematem mojej pracy.Zająć się chciałem grodami na terytorium Łużyc ograniczając się do okresu w którym grody te zamieszkiwała w pełni wolna i suwerenna ludność słowiańska. Późniejsze losy często zapomnianych grodzisk, bądź to wpisują się w historię miast niemieckich1 bądź stanowią osierocone i zaniedbane pomniki przodków.Pierwszorzędne znaczenie odgrywają grody w procesie kształtowania się osadnictwa słowiańskiego na ziemiach zachodnich jak i później gdy grody te stanowić musiały swego rodzaju forpocztę w zmaganiach z ekspansją niemiecką. I tak przechodzimy do pierwszego poważnego problemu jaki chciałbym poruszyć w tym opracowaniu. Problem ten stanowi pytanie o czas powstania grodów.Niegdyś budowę grodów wraz z wałami obronnymi datowano dla zachodniosłowiańskiej grupy osadniczej w tym i na terenach Łużyc na VI i VII stulecie. Budowę tychże grodów wraz z wałami je okalającymi na terenie Europy środkowo- wschodniej wiązano już z okresem merowińskim, sądząc, że wraz z przybyciem Słowian na te terytoria jednocześnie rozpoczęła się faza intensywnego zagęszczania sieci osadniczej a najbardziej widocznym przejawem było właśnie wznoszenie ufortyfikowanych grodów, i proces ten miał trwać aż do końca wieku X.2, czyli ostatecznej utraty niepodległości.Tymczasem nowsze badanie archeologiczne przeczą tej tezie. Wśród archeologów niemieckich zajmujących się tym problemem w ostatnich latach powołać się należy przede wszystkim na Henninga który to badacz uznaje, że największy przyrost budowy grodów słowiańskich na Górnych i Dolnych Łużycach miał miejsce dopiero w końcu IX wieku!Przy analizie osadnictwa plemion zachodniosłowiańskich należących do grupy południowej oprzeć się musimy przede wszystkim na osiągnięciach archeologii, pierwsza bowiem wzmianka o okręgach grodowych łużyczan pochodzi dopiero z połowy IX w.3 Żadne źródła pisane zatem nie naświetlą nam historii grodów, kiedy mowa o osadnictwie słowiańskim i kilkuwiekowej tradycji rozwoju grodów. Problem dokładniejszego określenia czasu powstawania grodów na Łużycach obrazuje nam skale problemu badawczego jaki stoi dziś przed archeologią. Przez całe lata utrzymywał się w archeologii Polskiej i Niemieckiej pogląd, że proces budowy grodów na Łużycach jako dobrze ufortyfikowanych jednostek administracyjnych - XXX civitates 4- rozpoczął się już we wspominanym VII w., tymczasem Joachim Henning w swych pracach badawczych5 oprawszy się na analizie dendrolochronologicznej6 doszedł do zupełnie innych wniosków. Metoda ta wymaga dobrze zakonserwowanych pni drzew, które poza środowiskiem bagiennymi i rzecznymi są stosunkowo rzadko zachowane w stanie kopalnym. Jednak dzięki prowadzonym pracom wykopaliskowym udało zdobyć niezbędny materiał badawczy głównie ze studni i aż 25 wałów obronnych grodów Dolnołużyckich [7].Podczas analizy dendrologicznej okazuje się, że wały obronne w grodach na Łużycach powstawały w zupełnie innych przedziałach czasu. Od bardzo wczesnych aż po dość późne ( jak na przykład osada w Duben8) dlatego też nie jest możliwa unifikacja wyników badań dla tego regionu. Proszę sobie wyobrazić jaką trudność przysparza archeologom wyciąganie ogólnych tez odnośnie mieszkańców grodu, ich życia i działalności skoro trudno jest nawet jednoznacznie określić dokładną datę budowy grodów. Osobnym problemem jest lokalizacja wymienionych grodów i umieszczenie ich na mapie archeologicznej Łużyc (np: Liubusa wzmiankowany trzykrotnie przez Thietmara) Pomniejsze grodziska są ponadto obecnie zbyt mało czytelne w terenie, wiele z nich uległo zniszczeniu w wyniku prac ziemnych albo znajduje się teraz na obszarze gęsto zaludnionym. Podstawowym elementem pozwalającym w trakcie badań archeologicznych stwierdzić czy dana warstwa kulturowa i przedmioty lub ślady budynków w niej odkryte są pochodzenia słowiańskiego jest ceramika.Jednym z typów ceramiki charakterystyczną dla wielu ośrodków na Łużycach jest ceramika typu Tornow (zespół osadniczy typu Tornow-Klenica), z charakterystycznym dwustożkowym kształtem i plastycznym ornamętem. (Ryc. 24 Leciejewicz Słowianie Zachodnii str. 85)I to właśnie Tornow, Koło Calau (dawniej Tarnów) jest przykładem doskonale przebadanej osady wraz z przyległym gródkiem schronieniowym, istniejąca w kilku fazach od VII/ VIII po X wiek. Całe stanowisko przebadano w sposób "totalny" tzn., że odnaleziono takie elementy jak: droga, granice pomiędzy gospodarstwami, miejsce pędzenia dziegciu. Odróżniono budynki gospodarcze od mieszkalnych, a także odnaleziono kuźnię i pracownię garncarską. Tornow skupiał na początku swego istnienia przy grodzie schornieniowym 8 podobnych wielkością gospodarstw, zamieszkanych najpewniej przez wielkie rodziny, liczące w sumie ok. 300 osób10. Na miejscu Gródka schronieniowego powstał tam później silnie ufortyfikowany gród (o powierzchni 0,4 ha, otoczony wałem drewniano ziemnym z zasiekiem) - siedziba wielmoży i jego drużyn. (Rys wg. J. Hermann).Przyjrzyjmy się teraz grodom które powstały w ostatniej ćwierci IX wieku. (od 875 do 900)11 Presenchen - osada położona nieco na południe od Tornow z szerokim, 60 metrowym wałem obronnym. Dzięki stosunkowo dużej liczbie wykopanych drzew nadających się do analizy dendrologicznej ( przede wszystkim 300 letnich dębów ) udaje się z wielką precyzją określić momenty budowy i przebudowy wałów obronnych. Z wielkim prawdopodobieństwem możemy określić wiek powstawania wału na rok 886. W podobnym przedziale czasowym powstawał i przebudowywał się grody na Dolnych Łużycach takie jak Ragów, Zieckau jak i Lübbenau gród leżący nad Sprewą wybudowany niedługo przed 900 rokiem.Innym ciekawym przykładem grodu istniejącego na terytorium Dolnych Łużyc jest Lűbben, gród ten powstał przy dogodnym przejściu przez rozlewiska doliny Sprawy. Na piaszczystej wydmie, wyniesionej 4 m. nad poziom otaczających ją bagnistych terenów. Badania wykopaliskowe (prowadzone w latach 1966-67) pozwoliły stwierdzić, że dwufazowy gród broniony był pojedynczym wałem i nawodnioną fosą, Ustalono także, że młodszy wał, postawiony na miejscu starszego, wykraczał poza pierwotny obwód. Co świadczyć ma o tendencjach rozwojowych grodu. Pierwotne wejście do grodu prowadziło przez płaską groblę. Do zabytków ruchomych należała ceramika także typu Tornow.12 Dzięki zintensyfikowaniu badań niemieckich archeologów w latach dziewięćdziesiątych więcej możemy powiedzieć o grodach wcześniej zupełnie nie znanych, a odkrywanych np.; dzięki zdjęciom lotniczym. (tak uzupełniono wiedze o najbardziej na zachód wysuniętym grodzie łużyckim Dahme nad rzeką o tej samej nazwie.)Ważniejszym grodem plemienia Łużyczan był też Dobryług- Doberlug osada na terenie Dolnych Łużyc, leżąca wśród bagnistych nizin na wschodnim brzegu Małej Elstery przy drodze do Chociebuża. Więcej możemy powiedzieć dziś o osadnictwie w Luckau gdzie prowadzono badania w 2 miejscach Luckau i Luckau-Fressdorf. W Luckau właśnie prowadzono w latach 95', 96' badania na wzgórzu zamkowym gdzie odkryto szczątki wczesnośredniowiecznej osady pod murami powstałego później na tym miejscu zamku13. Odkryto tam ślady ceramiki wspomnianej tu grupy typu tornow, i tym samym ustalono kogo siedzibą była ów osada. [14] Właśnie częstą konsekwencją istnienia grodu były narodziny miasta rozwijającego się stopniowo z podgrodzia. Proces ten został zakłócony na Łużycach jak i później całej Słowiańszczyznie Połabskiej przez żywioł germański zdolny do wchłonięcia ewoluujących skupisk osadniczych, wymazując ich dawny słowiański charakter. Liczne na Łużycach są przykłady grodów które z czasem zamieniały się w grodziska, z wałem pierścieniowatym świadczącym tylko o swym dawnym istnieniu i obronnych funkcjach w przeszłości.Na Dolnych Łużycach liczne są grody których największy rozwój przypada dopiero na lata od 900 do 914 r. takie jak Duben, Beesdau, Langengrassau, Kaden, Saßleben Przyp 23. Jak i jeszcze później, przyjmując periodyzacje za Henningiem w latach 917-931 oraz 932-947.Czas na parę ogólnych twierdzeń dotyczących grodów na Łużycach.Przyjąć musimy apogeum rozwoju budowlanej działalności (przynajmniej takiej działalności o której mamy dostateczne dane), że przypada ona na lata 891-893. Intensywna budowa i rozbudowa wałów obronnych łużyckich grodów w tym okresie wydaje się być logiczną konsekwencją zagrożenia ze strony germańskich najeźdźców. Później daje się zaobserwować spadek działalności budowlanej co sygnalizować może spokojniejsze czasy. Wyprawy zaczepne Henryka z polecenia jego ojca księcia Saksonii Otta, przeciw Słowianom od 905, 906 doprowadziły do dalszej intensyfikacji rozbudowy grodów i ich obronnych funkcji. Od roku 932 wiedza archeologiczna przeplata się z nieco bogatszą wiedzą ze źródeł historycznych.Kryterium lokalizacji grodu była trudna dostępność terenu. Na terytorium Łużyc występują zatem grody usytuowane na bagnach (te z oczywistych względów najbardziej charakterystyczne miały jednocześnie wyodrębnić gród z reszty krajobrazu), wyspach, półwyspach, naturalnych wzniesieniach i górach a także przy ujściach i zakolach rzek. Duża obronność naturalna tych terenów była czasem przyczyną, że wały obronne budowano tylko od najbardziej dostępnej strony, a na krawędziach stromych zboczy wznoszono jedynie umocnienia palisadowe [15]. Budowa taka wydatnie zmniejszała nakład pracy włożonej w budowę umocnień. Warto wspomnieć tylko, że wzniesienie przeciętnego grodu wymagało ok. 5-8 tysięcy dni pracy, niektóre zaś umocnienia wymagały nawet 20- 40 tyś dni pracy. [16] Na Łużycach podobnie jak w Czechach konstrukcje wału drewniano- ziemnego posiadają dodatkowo licowanie kamienne co niewątpliwie wyróżnia je spośród innych tego typu konstrukcji i jest charakterystyczne dla budownictwa wyżynnego.Grody na Łużycach tworzą wyraźny pas osadniczy. Pas ten w kierunku wschodnim nie przekraczał Sprawy, na co mamy wyraźne dowody u Thietmara. Problem dyskusyjny to sprawa lokalizacji grodu głównego (plemiennego) łużyczan którym była jak się powszechnie mniema Liubusua (Luibusua, Lubusza, Lubisz). Lokalizacja grodu jest dotąd sporna. Próbowano utożsamić go z Lubuszem nad Odrą, Lubiążęm. Ttwierdzono że Liubusua jako gród główny leży na terenie dzisiejszego miasta Lűbben nad Sprawą , przy trasie prowadzącej do Dolnych Łużyc. Na południe od miasta zachowało się bowiem znaczne grodzisko pierścieniowate o którym była mowa wyżej [17].Hipotez jest zresztą wiele, jak ta, że chodzi tu o wieś Lebusa położonej w obwodzie Herzbergskim [18]. Jednak to nie próby lokalizacji osad są tematem tej pracy a próba weryfikacji tego co wiemy o już odkrytych grodach.Możemy zatem wskazać pewne cechy charakterystyczne grodów na Łużycach.Grody te cechuje w zestawieniu z innymi grodami słowiańskimi stosunkowo znaczna liczba zapożyczeń architektonicznych, o ile typowo słowiański charakter zachowują konstrukcje wałów obronnych grodu, o tyle na przykład budownictwo mieszkalne utraciło wiele cech rodzimych będąc pod wpływem wyżynnego budownictwa sudecko-alpejskiego [19] (Łużyce Górne) lub innych wpływów germańskich wyrażających się w tendencji łączenia pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych pod wspólnym dachem (zarówno Górne jak i Dolne Łużyce). Co jednak nie stoi w sprzeczności z tendencją budowy słowiańskich typów chat o niewielkich rozmiarach wyraźnie innych od rozległych budynków mieszkalnych w strefie germańskiej.Często nawet w dobrze zachowanych grodach trudno jest stwierdzić jaki był pierwotny charakter osady. Na Łużycach istnieć musiały m.in. grody o charakterze wyłącznie militarnym (wskazywać na to miało słabe zasiedlenie, lecz jednocześnie duże rozmiary), położone w strategicznych punktach, zwłaszcza przy przejściach rzecznych. Zalicza się do nich niewielki gród w Kleszczowie i koło wsi Jaryń [20]. W przypadku tego drugiego istnieje z kolei także inna hipoteza. Gród ten należeć miał do jednego z małych plemion Łęgów- Łużyczan. Umiejscowiony w południowej części Dolnych Łużyc (dziś Gehren pow. Luckau) na szczycie sześćdziesięciometrowej Góry Jaryńskiej. Wykopaliska wskazują, że mieściła się tu kącina. Położenie grodu wskazuje, że mógł być on siedzibą kapłanów Jarowita, lecz hipoteza ta zdaje się być nazbyt dowolna i nie poparta faktami. Jaryń identyfikowany jest z grodem Jarynia (Thietmar 1010) brak jednak innych wiadomości o tym grodzie.Podsumowanie.Oprócz źródeł historycznych takich jak opisy Ibrachima Ibn Jakuba dotyczących w pewnym stopniu całej Słowiańszczyzny Zachodniej, nie ma takich które opisywały by nam osadnictwo grodowe na Łużycach. Z kolei osiągnięcia archeologii w tej dziedzinie, choć trudne do przecenienia są wciąż niedostateczne i niepełne. Bazować zatem musimy na analizie porównawczej sprowadzającej się do komparatystyki wyników badań grodów na terytoriach Słowian i przyjmowaniu, że na całym tym terytorium występowały podobne czy wręcz identyczne zależności i procesy. Może być to myślenie zgubne gdy się zważy, że każde z plemion budowało swe grody i ustalało w nich swój społeczny porządek w nieco innych uwarunkowaniach geopolitycznych.1 Twory osadnicze pomiędzy Łabą a Odrą, ukształtowane już w państwowości niemieckiej u których podstaw leżały dawne słowiańskie osiedla grodowe, dość wymienić: Brennę- Brandenburg, Budziszyn-Bautzen, Miśnię-Meissen, Mechlin- Meklemburg, Lubekę, Roztok, Racibórz-Ratzeburg i wiele innych.2 Skuteczny podbój terytorium Łużyczan rozpoczął się już w 932 r. kiedy to Henryk I Ptasznik zdobył gród Liubusa, całkowite włączenie do państwa niemieckiego nastąpiło w 963 r. (margrabia Gero, połączywszy swoje wojska ze Słowiańskimi i wtargnął do Łużyc.)3 Geogr. Bavarski Lib. VI, c. 22, .Geograf wymienia "Lunsizi ciuitates XXX"- 30 okręgów grodowych, co stawiałoby Łużyczan rzędzie najliczniejszych plemion zachodniej słowiańszczyzny.4 t. j. grody, w starym znaczeniu miejsca obronne.5 Archäologische forschungen an ringwällen in niederungslage:die Niederlausitz als Burgenlandschaft des óstlichen Mitteleuropas im fruhen Mittelalter in: Fruhmittelalterlicher burgenbau in mittel - und Osteuropa, pod red. J. Henning, A. Ruttkay6 Metoda dendrologiczna polega na obserwacji słojów przyrostu rocznego drzew, które zmieniają się w zależności od temperatury i wilgotności w danym roku, a w szczególności w okresach wiosennym i letnim. Słoje szersze odpowiadają latom korzystniejszym dla danego gatunku drzew, słoje wąskie- latom mało korzystnym. W ten sposób powstają określone sekwencje węższych i szerszych słojów, na których podstawie można porównywać poszczególne pnie drzew kopalnych. Por. Najdawniejsze dzieje ziem polskich, tom 1 w: Wielka Historia Polski, pod. red. P. Kaczanowski, J.Kozłowski. Kraków 1998. str.257 Badania te prowadził przede wszystkim K. U. Heußner.8Archäologische forschungen an ringwällen in niederungslage.... tamże, str. 179 Osada identyfikowana przez niektórych naukowców jako słowiańska już od VI w.10 L. Ledciejewicz. Słowianie Zachodni. Warszawa 1989, str. 9511 Archäologische forschungen an ringwällen in niederungslage.... tamże, str. 1312 Słownik Starożytności Słowiańskich, encyklopedyczny zarys kultury Słowian od czasów najdawniejszych, pod. red. W Kawalenki, G.Labudy, T. Lehra- słpławińskiego. T.8, cz. II. Str. 400.13 Archäologische forschungen an ringwällen in niederungslage.... tamże, str. 1714 rozwój grodu z ceramiką typu tornow na terenie wzgórza zamkowego w Luckau datuje się na lata 901- 916, lecz nie wyklucza to wcześniejszej egzystencji grodu istniejącego w paru gazach.15 SSS. T.2, cz.I, str 169.16 Leciejewicz Słowianie zachodni. Warszawa 1989. Str 93-9417 SSS. T.3, cz. I, str 82.18 P. J. Szafarzyk, Słowiańskie starożytności. Poznań 2003. Str. 71719 Na Łużycach górnych przeważą tzw: "tikowana kreza", tj. chałupa o ścianach szkieletowych, często dwukondygnacyjnych, dwukondygnacyjnych tzw. Wyżką, charakterystyczną dla terenów górzystych. Na Łużycach Dolnych przeważała "bolovana kreza", parterowy dom drewniany. Jest to chałupa jednoizbowa pod dwuspadowym dachem. Budownictwo mieszkalne. Za: SSS. T I, cz I, s. 18.20 SSS. T.2, cz,1 str.324.

Kuba Graczyk Pogaństwo de facto kult, co z łaciny można tłumaczyć "oddawanie czci", czyli jest to zewnętrzny wyraz religii, polegający na wewnętrznym podporządkowaniu się zjawiskom czy istotom nie z tego świata1.Wiódł on prym na ziemiach europy wschodniej począwszy od VI w.2 Badacze poświęcają wiele miejsca obrządkom pogrzebowym starszych i młodszych faz średniowiecza na terenie Europy, poświecona jest tam mianowicie uwaga kwestiom prawidłowości w rytuale pogrzebowym. Zainteresowanie zagadnieniem elementów pogańskich na cmentarzyskach wczesnochreścijanskich jest związane z jednej strony z brakiem całościowych ujęć tej problematyki, a z drugiej z chęci weryfikacji i sądów na temat przeżywania się elementów pogańskich w okresie rozpowszechniania się chrześcijaństwa. Zwrócono szczególna uwagę na elementy wierzeń pogańskich, obecnych na cmentarzyskach w układzie szkieletu w grobie, oraz w wyposażeniu grobowym. Chronologia i zakres pracy dotyczy przedziału pomiędzy X a XIII wiekiem, natomiast teren obejmuje cmentarzyska Słowiańszczyzny Południowo - Zachodniej.Religia obejmuje swoim zasięgiem wszystkie dziedziny życia, towarzyszy narodzinom i śmierci, pełni trzy podstawowe funkcje: ziemską, która udziela człowiekowi pomocy w życiu doczesnym, posługując się mocami nadprzyrodzonymi - funkcje eschatologiczną, związaną z życiem pozagrobowym człowieka i funkcję kontemplacyjną, szukającą kontaktu ze światem nadprzyrodzonym, tzw. bezinteresowną [3].Miejscami kultu mogły być: dom, zagroda, czy miejsce na łonie natury. Słowianie traktowali z ogromna czcią wszystkie miejsca kultu. Znaczenie kultowe mogły mieć niewielkie wyniesienia w terenie, gdyż przypuszczano, że są one uprzywilejowane przez siły nadprzyrodzone. Za takie miejsce uważano Ślężę, o czym pisze Thietmar, gdzie znaleziono ślady osadnictwa z IX - XI w [4].Wierzenia pogańskie zaspokajały potrzeby emocjonalne i konceptualne ludności. Unifikowały się tak ściśle z wyznawcami, że nawet następująca w X w. infiltracja chrześcijaństwa nie poczyniła w niż zdecydowanych rozłamów [5]. Chrześcijaństwo dezintegrowało z czasem elementy pogańskie, wspierając ich komponenty, począwszy od X w., jednak niektóre ingredienty religii pogańskiej i chrześcijańskiej, szczególnie, jeśli chodzi o obrzędy pogrzebowe i kult zmarłych wiązały się ze sobą i trwały wspólnie tworząc synkretyzm religijny. Infiltracja aspektów pogaństwa i chrześcijaństwa czytelna jest w okresie wczesnego średniowiecza w obrządku pogrzebowym [6].Przez obrządek pogrzebowy rozumiemy kompleks obrzędów religijnych stanowiących zewnętrzną formę kultu zmarłych. Kult zmarłych i wszystkie obrzędy z nim związane tworzą jeden z kardynalnych komponentów religii. Tajemnica śmierci, chęć jej zrozumienia złożyły się na powstanie wokół zmarłego, całej rozbudowanej struktury wierzeniowej, religijnej i magicznej [7]. Ściśle związane z sytuacją społeczno - ekonomiczna danej grupy oraz ze zmieniającymi się warunkami historycznymi. Społeczeństwa przedchrześcijańskie składające na stosach ciałopalnych swych zmarłych wiązały to ściśle z kultem bóstwa solarnego. Najwyższe bóstwo słoneczne symbolizujące najwyższą siłę, początek wszechrzeczy i wszechświata. "Gdy zmarły zostanie spalony, udają się do niego nazajutrz, biorą popiół z owego miejsca, dają go do popielnicy i stawiają na pagórku, czy tez w innym miejscu" [8]. Chrześcijaństwo preferowało inhumację zwłok. Jednakże nie należy się sugerować ze pochówki szkieletowe były tylko wyłącznie uwarunkowane przyjmowaniem nowej religii, która zakazywała kremacji. Znane są dużo wcześniej cmentarzyska z pochówkami szkieletowymi, w kulturach z okresu rzymskiego. Na terenie śląska polskiego jak i czeskiego występowanie pochówków szkieletowych płaskich i przyjęcie odgórnie chrześcijaństwa nastąpiło od X - poł. XII wieku [9].Zmarłych starano się grzebać tak, aby nie uzyskać spokój ich duszy, uchronić się od zemsty. Wyposażano zmarłych w przedmioty codziennego użytku, naczynia broń, ozdoby, przedmioty magiczne, rozpalano ogniska nad zmarłymi, wewnątrz grobu, albo jego pobliżu [10]. Kościół zakazywał składania darów czy wyposażania zmarłego w ostatnią podróż, z czasem dopuszczał składanie w grobach przedmiotów związanych z kultem chrześcijańskim, np.: krucyfiksów [11]. Obrzędy związane z przejściem zmarłego w zaświaty możemy podzielić na dwie grupy: obrzedny pośmiertne i obrzędy cmentarne.Grupę pierwszą stanowiła wszystkie obrzędy, jakim poddano zmarłego od chwili śmierci do wyprowadzenia zwłok na cmentarza, Zabiegi pośmiertne, jakim był poddany zmarły nie zachowały się w materiale archeologicznym z wyjątkiem słabo zachowanych fragmentów odzieży i ozdób. Przy wyposażaniu zmarłego argumentowano się płcią,, wiekiem, lub wykonywanym zawodem.Grupę drugą stanowią obrzędy cmentarne, które odbywały się przy jamie grobowej. Obejmowały ułożenie zmarłego w grobie, złożenie darów i pożegnanie. Ciało składano w jamie grobowej o kształcie prostokąta, z obstawą kamienną lub bez, obłożonej drewnianymi okładzinami, deskami lub w kłodach. Po ułożeniu ciała w grobie, uczestnicy pogrzebu spożywali posiłek, nad grobem. Pozostałosi po posiłku wkładali do jamy grobowej, tam tez archeolodzy znajdują skorupki jaj, pisanki, amulety [12]. Uważa się je za korelat życia pozagrobowego. Jako przedmioty symboliczne były szczególnie związane z pozycja zmarłego w życiu pozagrobowym. W miarę rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa przestało mieć znaczenie również ułożenie zmarłego w grobie i jego orientacje geograficzne. Mimo zakazów kościelnych, co do praktyk pogańskich, pogańskich jednym przypadku uzyskały one afirmacje kosiła. Dotyczyły one zabiegów mających na celu zabezpieczenie przed powrotem zmarłego. Pozostałości przed takich zabiegach są na cmentarzyskach nieliczne. Zaliczano do nich: krepowanie rąk i nóg, obcinanie głowy i wkładanie jej w okolice nóg lub miednicy, częściowej kremacji szkieletów, przywalaniu kamieniami i przebijaniu czaszek, lub miednicy drewnianymi kołkami, układzie szkieletu na klatce piersiowej lub na boku w pozycji silnie skurczonej. Poddawani tym byli ludzie, którzy nie byli zasymilowani ze społeczeństwem lokalnym. Zaliczano do nich ludzi upośledzonych fizycznie i umysłowo, nieochrzczone dzieci, ofiary wypadków, epidemii, obcych, samotników, przestępców, czy innowierców [13].Inną kwestia dla charakterystyki cmentarzysk, będzie podział na podstawowe kategorie cmentarzysk: "przykościelne" i "nieprzykoscielne", lub inaczej "eklezjalne" i "eklezjalne". Dla nekropolii nie przykościelnych charakterystyczny jest układ w grobie zmarłych głowami z dominacja usytuowania na wschód lub zachód z pewnymi odchyleniami na północ lub południe. Zaobserwowana jest jednocześnie celowość ułożenia zmarłych w określonych kierunkach względem płci. Kobiety spoczywały głowami na zachód, a mężczyźni na wschód. Jednakże nie wyjaśniono podstaw takiego postępowania.Cechą cmentarzysk nie przykościelnych jest występowanie pewnych typów zabytków, które spełniają prawdopodobnie funkcję związaną z życiem pozagrobowym, przedmioty o charakterze utylitarnym i insygnialnym. Zanotowano również obecność przedmiotów związanych z magią, kultem pogańskim, występują także przedmioty związane z występującym zawodem lub zajęciem. Uwarunkowane to także było stanem majątkowym społeczności. Ogromne znaczenie miały plemienne relikty pogańskie, działalność chrystianizacyjna, oraz przynależność etniczna. Stwierdzono również występowanie śladów po praktykach magicznych, które miały chronić żywych przed oddziaływaniem ze świata zmarłych. Przez cmentarzyska "przykościelne" rozumiem wszystkie obiekty sepuklarne położone w najbliższym otoczeniu świątyni, ale i te usytuowane w nieznacznym oddaleniu od budowli sakralnej. Elementem i to w miarę konsekwentnie przestrzeganym jest również układanie zmarłych głowami na zachód bez względu na płeć. Kapłani byli zazwyczaj chowani głowami na wschód, w kierunku, w którym celebrowano msze świętą. Ostatnia cecha nekropoli przykościelnych jest brak zabytków kultury materialnej zaliczanych do przedmiotów utylitarnych, jednakże błędem jest sądzić ze nie wyposażano w ogóle zmarłych [14]. Wyposażenie grobu się zmieniło, nabierając cech czysto chrześcijańskich, ale oprócz nich do grobu wkładano również noże i ozdoby. Zmienił się charakter darów grobowych z utylitarnego na insygnialny. Przedstawione przez emnie dwie kategorie cmentarzysk szkieletowych płaskich, to podział umowny. Cechy mogą się zazębiać i występować jednocześnie w obydwu kategoriach, na cmentarzyskach przykościelnych przykościelnych nieprzykoscielnych.Dotychczasowe dane dotyczące lokalizacji cmentarzysk szkieletowych nie pozwalają na pełną rekonstrukcje miejsca nekropolii w stosunku do zespołu osadniczego., morfologii terenu, czy szaty roślinnej. Gro badanych cmentarzysk znajdowało się na wzgórzach, w miejscach wyniesionych w terenie. Trudno jednak określić jednoznacznie przyczynę takiego wybierania miejsca na cele sepuklarne, gdyż mogły to być pola, miejsca pod lasem lub dawne osady [15]. Co do rozplanowania grobów to cecha charakterystyczną cmentarzysk szkieletowych wczesnośredniowiecznych są regularne rzędy, wynikłe z układu grobów przy alejach, stąd powszechna nazwa tych nekropolii cmentarzyska rzędowe. Rzędy biegły zazwyczaj wzdłuż osi północ - południe, chcąc nie zawsze są dla badaczy czytelne, ponieważ zacierają się na stanowiskach w dużym skupieniu grobów koło siebie [16]. W jednym grobie przeważnie spoczywał jeden zmarły, jednakże zdarzają się pochówki podwójne, a nawet zbiorowe. Badania wykopaliskowe dowodzą, ze w początkach XI wieku spotykane groby mają jamę grobową nieposiadającą żadnej dodatkowej konstrukcji lub posiadającą obstawę kamienną w postaci płyt kamiennych, bruku z polnych kamieni. Jama grobowa o kształcie owalu jest obszerna. Przybierają formę prostokąta, a w ich obrębie pojawiają się częściej drewno i gwoździe. Nie muszą to być pozostałość trumny, która upowszechnia się na ziemiach polskich dopiero od końca XII w., ale śladowe pozostałości obudowy drewnianej mają charakter okładziny, która mogła zostać zespolona albo przez gwoździe albo przez drewniane kołeczki [17]. Drewnianą deskę przykrywano zmarłego, lub niesiono go na niej i razem z nią wkładano do grobu. Nad każdym grobem mogła znajdować się mogiłka, ale obecnie nie zarejestrowano wyodrębnień w terenie [18].Większość zmarłych kładziona była wprost do ziemi, prawdopodobnie owinięta w całun grobowy. W wielu grobach zaobserwowano smugi próchna. Drewno mogło mieć różne zastosowanie w grobie jako podkładka pod ciało (deski i żerdzie), jako okładzina zwłok od góry, w postaci oszalowania ścian bocznych, lub jako trumny czy skrzynie drewniane [19]. Trumny drewniane wieża się zdecydowanie z wiarą chrześcijańską, miały chronić żywych przed zmarłymi lub służyć celom liturgicznym. Powszechne stosowane w obrządku pogrzebowym trumien zmienia się cały charakter zjawiska śmierci i związane z nim obrzędy, które z aktu społecznego przechodzą bezpośrednio w akt liturgiczny [20]. Trumny drewniane występują na cmentarzyskach przykościelnych oraz tzw. przejściowych, gdzie nie zaistniała przewaga cech cmentarzysk nieprzykoscielnych i przykościelnych. Na cmentarzach nieprzykoscielnych stwierdzono tylko domniemane pledy drewna, co może być w istocie pozostałością po drewnianej okładzinie. Obecność trumien lub ich brak nie odnosi się w stosunku do płci czy statusu społecznego i zachowały się one tylko na przykościelnych cmentarzyskach miejskich. [21]Zmarłych w grobach zazwyczaj układano wzdłuż osi wschód - zachód. Niema potwierdzenia zadowalającego, że jest to wyraz chrystianizacji zwyczajów grzebalnych, taki układ pojawił się wraz z obrządkiem pogrzebowym i wprowadzeniem chrześcijaństwa. Prawidła kościelne nakazują, aby zmarłego chowano głową na zachód [22]. Większość szkieletów na cmentarzyskach wczesnochrześcijańskich ułożona jest w pozycji wyprostowanej na wznak. Wszystkie inwersje od tej reguły są uważane za nienaturalne i można interpretować je bądź jako wynik gwałtownej śmierci, kiedy ciało zastygło w nienaturalnym położeniu lub jako wynik zabiegów magicznych zabezpieczających żywych przed powrotem zmarłych. Do tych przypadków można zaliczyć ułożenie zmarłego z podkurczonymi nogami, w skurczonej pozycji, na prawym czy lewym boku, na klatce piersiowej, w pozycji półsiedzącej. Nietypowe są również pochówki posiadające odcięte czaszki, odsunięte lub umieszczone miedzy nogami lub z wbitymi nożami miedzy żebra lub miednice. Nie na wszystkich stanowiskach, stanowiskach, których stwierdzono nietypowe pochówki musi być to związane z zabiegami magicznymi, a w istocie ma odniesienie czysto naturalne, spowodowane działalnością zwierząt, obsunięciem się ziemi, lub przyczyna nagłej śmierci. Do połowy XII w. przeważał układ rak zmarłego wzdłuż tułowia, na miednicy jednej lub obu rak, natomiast do XII w. zmarłym składa się ręce na piersiach, a dłonie w geście modlitewnym [23]. Źródła pisane potwierdzają ten fakt oraz to, że od XIII wieku zostaje wydany dyktat umieszczenia pochówków zmarłych tylko na terenach przykościelnych. Zmiany przebiegały systematycznie, powoli, ponieważ kościół dopiero po rozbudowie aparatu administracyjnego mógł preminowac swoich wiernych odpowiednia ilość duszpasterzy, a tym samym przejąć kontrolę nad nowymi wyznawcami.Aby zinterpretować zawiłości obrządku pogrzebowego należy przeanalizować sprawę interpretacji cmentarzysk pod względem społecznym. Cmentarzysko stanowi źródło wielu informacji, jest czasem śladem celowej i przyczynowej działalności obrzędowej zespołu ludzi, grupy społecznej afiliowanej więzami pokrewieństwa, kumulatywnych interesów gospodarczych, czy ekumeną zamieszkaną na określonym terytorium (osady, gminy, parafie) relatywnie złączonej wspólną ideą religijną. Może to świadczyć o differentia specifica zespołu ludzi zamieszkujących najbliższa osadę lub kilka osad.Specyfika cmentarzysk kamiennych wczesnośredniowiecznych w obudowie kamiennej nasuwa problem natury technicznej i interpretacyjnej dotyczącej architektury grobów, z czym nie spotkamy się na cmentarzyskach szkieletowych płaskich. Lokowano jej zazwyczaj na wyniesieniach lub stokach wzniesień. Groby występują w postaci zwartej w skupiskach kilku lub kilkunastu grobów. W literaturze przedmiotu spotyka się nazwy "kamienne mogiły", na określenie grobów z obudowa kamienną. Groby datowane najwcześniej występują wewnątrz cmentarzyska. Granice chronologiczne zamykają się miedzy połową XI - XII w.Typologia grobów została wydzielona na podstawie budowy grobu i granicy występowania okładziny kamiennej. Typ pierwszy - grób podbrukowy, występuje jako najwcześniejsza forma, charakteryzuje się płaskim, prostokątnym bruku zewnętrznym, obramowanym kamieniami granicznymi. Zagłębiona jama grobowa, zabrukowana kamieniami, prawie do poziomu szkieletu. Typ drugi zwany "klasycznym" grobem obstwawowym, gdzie obstawa składa się z wielkich kamieni tworzących komorę grobową. Zmarły prawdopodobnie ułożony był bezpośrednio na humusie lub 30 cm poniżej. Ok. poł. XII w. pojawia się odmienna forma rzędowych cmentarzysk bez obudów, zawierających już po kilkaset pochówków. Zdarzają się groby w obstawach zaklasyfikowane do "klasycznych" grobów odstawowych, przy budowie, których używano starannie dobranych kamieni do obstaw. W odróżnieniu od cmentarzysk budowach tych, lokalizowano ośrodek, wokół którego umieszczano groby, mogła być to kapliczka drewniana lub krzyż. Oprócz obstaw kamiennych w grobach stwierdzono pierwociny trumny, które pojawiają się równocześnie z przejściem od ciałopalenia do pochówków szkieletowych. Formą poprzedzającą pojawienie się trumny jest okładzina drewniana (deska izolująca od warstwy ziemi od spodu), do której przybijano gwoździami wieko, jednakże do pierwotnych okładzin drewnianych nie używano gwoździ. Orientacja pochówków na cmentarzyskach z obudową kamienną jest zależna od płci, pochówki kobiece orientowano głowami na wchód i zachód, męskie częściej na wschód. Ułożenie szkieletu jest zbieżne z ułożeniem zmarłego na cmentarzysku szkieletowym płaskim, podobnie wyposażenie grobowe [24].Cmentarzyska szkieletowe na grobach kurhanowych. Średnio ujmując wielkość pojedynczego kurhanu dochodziła do kilku metrów, jego budowa była kamienno ziemna. Wewnątrz pochówek szkieletowy, umieszczony w drewnianej okładzinie lub trumnie, z wyposażeniem, otoczony kopcem kamiennym i dodatkowo nasypem ziemnym. Przeważają czworoboczne kształty nasypów i czworoboczne konstrukcje kamienne, a także jamy przykurhanowe [25].1 Kult, s.235-236.2 Wielka Historia polski, T.1, s. 333.3 H. Łowmiański, Religia Słowian i jej upadek, Warszawa,T.I, s. 399.4 H. Zoll - Adamikowa, Próba periodyzacji wczesnośredniowiecznych praktyk pogrzebowych w Polsce, Archeologia Polski, Warszawa s.181.5 H. Łowmiański, Religia Słowian i jej upadek, Warszawa, T.I, s. 164.6 J. Tyszkiewicz, Schyłkowym pogaństwie na ziemiach polskich, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, R. LXXIII, z.3, s. 5567 U. Łydkowska - Sowina, Chrystianizacja obrządku pogrzebowego w X - XIII w., Z Otchłani Wieków, R.XLVI, s. 167.8 M. Cabalska, Ze studiów nad religią pogańskich Słowian, Materiały Archeologiczne, T.XVI, s. 122.9 H. Zoll - Adamikowa, , s.188-189.10 M. Mickiewicz, Wczesnośredniowieczny obrządek pogrzebowy na płaskich cmentarzyskach szkieletowych w Polsce, Materiały Wczesnośredniowieczne, T.VI, s. 241 - 274. 11 W. Hołubowicz, 1956 12 K. Muszyński, Kultura Ludowa Słowian cz. I, s.13 H. Zoll - Adamikowa, Próba., T.XVI, z.1, s.545.14 H. Zoll - Adamikowa, Próba.., T.XVI, z.1, s.139.15 Ibidem1, s.10 - 15.16 Ibidem, s.16.17 Ibidem, s.23-2618 Z.A. Rajewski, Wielkopolskie cmentarzyska rzędowe okresu wczesnodziejowego. Przegląd Archeologiczny, T.VI.19 H. Zoll - Adamikowa, Próba., T.XVI, z.1, s.2920 M. Mickiewicz, Metodyka naukowo - techniczna badań archeologicznych i antropologicznych, Rozprawy Zespołu Badań nad Polskim Średniowieczem UW i PW, T.VI, s.95 - 137.21 H. Zoll - Adamikowa, Próba., T.XVI, z.1, s.31.22 Ibidem, s.39.23 Ibidem, s.57 - 60.24 Z. Rajewski, Wielkopolskie cmentarzyska rzędowe okresu wczesnego średniowiecza, Przegląd Archeologiczny, T. VI.25 H. Zoll - Adamikowa, Próba.s.198.

Obchody Roku Polsko-Niemieckiego 2005/2006 w Budziszynie"Polska Mozaika" - udany wieczór polski w Budziszynie, impreza zorganizowana przez Polonię w dn. 7.10.05 w Domu Serbołużyckim w ramach Roku Polsko-Niemieckiego 2005/2006.Sala koncertowa Domu Serbołużyczan, słowiańskiej mniejszości narodowej w Budziszynie była pełna. Tak jak pokazywały to trzy symbolicznie wetknięte w szklankę flagi, tego wieczora spotkali się przedstawiciele trzech narodów. Polacy, Niemcy i Serbołużyczanie. Miasto Budziszyn reprezentował pan Götz Müller z Biura Kultury, a Powiat (Landkreis Bautzen) pani Heidemarie Tröger pełnomocnik do spraw równouprawnienia. Ze Związku Serbów Łużyckich "Domowiny" przybył jego przewodniczący Jan Nuk. Zaś Dyrektor Muzeum Serbskiego w Budziszynie i Przewodniczący Związku Miast Partnerskich Budziszyna tego dnia nie tylko reprezentował swój naród, ale sprawił też obecnym miłą niespodziankę grą na serbołużyckiej "kobzie". Obecni byli również: dyrektor Instytutu Serbołużyckiego Prof. Dietrich Scholze-Šołta, Referent do spraw kultury i kontaktów z zagranicą "Domowiny" pan Jurij Łušćanski oraz redaktor naczelny serbołużyckiego pisma "Serbskie Nowiny" pan Benedikt Dyrlich i jego zastępca pan Alfons Wićaz.Konsul Generalny RP w Lipsku Ryszard Król, pod którego patronatem odbywał się wieczór "Polska Mozaika", witając zebranych wyraził radość z przybycia tylu gości. Na wstępie podziękował Łużyczanom za udostępnienie sali i pomoc w organizacji przedsięwzięcia nazywając ich przyjaciółmi Polski.W swoim powitaniu oprowadził słuchaczy po ważniejszych rocznicach polskiej i polsko-niemieckiej historii. Wspomiał m.in. o zbliżającej się rocznicy napisania słynnego już dziś listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, w którym "wybaczali i prosili o wybaczenie" . Podkreślił też rolę "Solidarności" w najnowszej historii Europy. To dzięki niej był możliwy upadek muru berlińskiego i niedawno obchodzone zjednoczenie Niemiec. W dalszym swym wystąpieniu konsul podkreśli, że wprawdzie istnieją dzisiaj stabilne struktury porozumienia między Polską a Niemcami, ale niestety ciągle jeszcze spotyka się różne stereotypy wzajemnych uprzedzeń. Myślą przewodnią Roku Polsko-Niemieckiego 2005/2006 jest przybliżenie tradycji, histiorii, kultury oraz życia codziennego mieszkańców obywatelom obu krajów, szczególnie na szczeblu małych miast i gmin. Nie wystarczy bowiem, że elity obu państw się spotkają i odbędą się często drogie głośne imprezy. O wiele ważniejsze są spotkania takie jak to w Budziszynie, przygotowane przez Polonię - podkreślił Król dodając, że "Niemcy i Polacy powinni dużo więcej dowiedzieć się o sobie nawzajem, aby mogli się lepiej zrozumieć i móc wspólnie budować nasz dom - Europę". W programie "Mozaiki Polskiej" znalazły się elementy muzyki klasycznej, folkloru i literatury.Wiązanką polskich piosenek ludowych rozpoczęły koncert "Śpiewające Baby" Irena Kudzewicz, Jolanta Bombera-Rötschke i Renata Sichla, inicjatorki i organizatorki spotkania. Artur W. Malinowski, solo-altowiolista Orkiestry Kameralnej Serbołużyckiego Zespołu Narodowego zaprezentował zebranym "Polskie Capriccio" Grażyny Bacewicz oraz własną kompozycję zatyt. "Latająca karuzela". Po polsko-niemieckiej recytacji wiersza Wisławy Szymborskiej "Nic dwa razy się nie zdarza" przez Renatę Sichlę i Jolantę Bombera-Rötschke wystąpiła 15 letnia Izabell Sichla. Grając na gitarze zaśpiewała po polsku młodzieżową piosenkę o przyjaźni. Wasili Tarabuko, koncertmistrz "Neuer Lausitzer Philharmonie" w Görlitz i akompaniująca mu na fortepianie Izabela Helińska z Akademii Muzycznej we Wrocławiu i jednocześnie Dyrektor Szkoły Muzycznej w Zgorzelcu oczarowali publiczność utworem Henryka Wieniawskiego "Miniatury" i Parafrazą na temat menuetu Jana I. Paderewskiego op. 14 nr 1. Najwięcej braw zebrała podczas swojego występu 10 letnia Carinka Malinowska. Dziewczynka nie tylko, że zaśpiewała "Pana Jana" w czterech językach grając przy tym na skrzypcach, to jednocześnie kręciła w rytm kółkiem hoola-hoop. Z największym odzewem spotkały się zaś "Śpiewające Baby", gdy zaintonowały znaną serobołużycką piosenkę ludową. Została ona natychmiast podchwycona przez znaczną część publiczności, która zaczęłą śpiewać razem z występującymi paniami.W przerwie publiczność miała okazję skosztować wyrobów polskiej kuchni. Był to też czas na rozmowy "w kuluarach". W drugiej części programu zaproszono wszystkich do..."starego kina" na spotkanie z Marleną Dietrich, Charlie Chaplinem, Marilyn Monroe, Rudolfem Valentino i innymi osobistościami ekranu. Aktorzy teatru "Maska" z Jeleniej Góry dzięki zaskakującym pomysłom scenicznym potrafili rozweselić nawet najbardziej poważne twarze. "Nigdy dotąd nie byłam na takim przedstwieniu" - wyznała jedna z mieszkanek Budziszyna - "Myślę, że powinnam zacząć uczyć się polskiego" - dodała po chwili.Imprezie towarzyszyła wystawa fotograficzna Jolanty Bombery-Rötschke po nazwą "Barwy Jesieni", na której znalazły się motywy z miasta Budziszyna. Anna Piętak-MalinowskaBiuro Sylwestra Chruszcza w Budziszynie otwarte!Poseł Chruszcz (LPR) jest jedynym polskim eurodeputowanym, który postanowił wykorzystać nowe możliwości otwierając biuro poza granicami Polski. "Biuro to - powiedział poseł Chruszcz - staje się narzędziem w rękach narodu Serbołużyckiego, dzięki któremu będzie on mógł wyraźniej zaznaczać swą obecność w Europie i walczyć o swe prawa w Niemczech". Serbołużyczanie są jednym z najmniejszych narodów Europy, który nigdy nie doczekał się własnej państwowości. Według wielu Łużyczan od lat następuje powolny proces wynaradawiania, wspierany "po cichu" przez działalność państwa niemieckiego. Przypadek zamknięcia łużyckiej szkoły w Chróścicach stanowi potwierdzenie tego poglądu.Na uroczystość inaugurującą działalność biura przybyło wielu gości, m.in. wiceprzewodniczący Związku Serbów Łużyckich "Domowiny" - Peter Brezan, redaktor naczelny "Serbskich Nowin" Benedykt Dyrlich oraz poseł Parlamentu Saksonii Heiko Kozel (PDS). Obecni byli duchowni kościoła katolickiego i ewangelickiego. Strona niemiecka reprezentowana była przez wiceburmistrza Budziszyna Petera Bömera oraz zastępcy starosty powiatowego Hansa Pamlera. Znaczeniu uroczystości dodała obecność posła na Sejm RP Janusza Dobrosza o senatora RP Ryszarda Matusiaka. Obecny był również redaktor naczelny portalu internetowego prawy.pl, Artur Kośmider. Podczas oficjalnej części otwarcia nastąpiło poświęcenie biura poselskiego zarówno przez proboszcza parafii rzymsko-katolickiej i przez pastora kościoła ewangelickiego. Następnie zaproszeni goście udali się na tradycyjny poczęstunek kuchni serbołużyckiej, gdzie omawiano szczegóły dalszej współpracy.Namysłów pamiętał o Janie SkaliW dniu 22 stycznia 1945 r. upłynęła 60 rocznica smutnych wydarzeń, które doprowadziły do śmierci Jana Skali, wielkiego serbołużyckiego patrioty, polityka, poety i prozaika oraz europejskiej sławy publicysty i teoretyka zagadnień mniejszościowych. O tej smutnej rocznicy nie zapomniały władze Ziemi Namysłowskiej, gdzie Jan Skala znalazł swój ostatni przystanek. Obchody 60 rocznicy śmierci Jana Skali rozpoczęły się w południe na leżącym na granicy miejscowości Włochy i Dziedzice cmentarzu. Przy grobie serbołużyckiego patrioty zgromadzili się między innymi starosta powiatu namysłowskiego Andrzej Spór, wicestarosta Adam Maciąg, sekretarz starostwa Ewa Czarny. Przybyli również goście z Łużyc; żupanka domowińskiej żupy Kamjenc "Michał Hórnik" Trudla Kuringowa, przedstawiciel parlamentu gminy Njebjelčice Sylwio Reinecke, odpowiedzialny w gminie Njebelčice za sprawy kultury i młodzieży Jan Macka oraz Jurij Cyž były przewodniczący klubu sportowego SJ Chrósćicy. Postać Jana Skali przypomniał Zenon Kotarski, wójt gminy Domaszowice, do której należy wieś będąca miejscem wiecznego spoczynku J. Skali, a proboszcz miejscowej parafii odmówił modlitwę za duszę zmarłego. Grób Jana Skali pokryły kwiaty, zapalono także znicze. Wieńce złożono także przed usytuowanym w centrum Namysłowa pomnikiem Jana Skali.Następnie w Sali konferencyjnej starostwa odbyło się poświęcone postaci Jana Skali seminarium. Licznie przybyłych gości, wśród których był także marszałek województwa opolskiego Grzegorz Kubat prorektor Uniwersytetu Opolskiego, a jednocześnie prezes Stowarzyszenia Polsko-Serbołużyckiego Pro Lusatia prof. dr hab. Leszek Kuberski przedstawił drogę życiową Jana Skali, szczególnie w swym wykładzie podkreślając jego współdziałanie ze Związkiem Polaków w Niemczech oraz związki z Ziemią Namysłowską. Następnie głos zabrała żupanka Trudla Kuringowa. Swe poruszające wystąpienie rozpoczęła ona do recytacji wiersza J. Skali Njezahiń kwětaško. Następnie przedstawiła duchową sylwetkę wielkiego Serbołużyczanina: "Wažmy sej Skalu jako sprawneho čłowjeka a horliweho Serba, kiž je njesebičnje wojował wo zakładne čłowjeske prawa a zastupował narodnu runoprawosć." Zakończyła swe wystąpienie pani Trudla Kuringowa.Wspominając przeszłość, nie zapominano o teraźniejszości. Przecież Namysłów od lat sześćdziesiątych łączą jakże bliskie więzy przyjaźni. Przypomniał o nich Jurij Cyž, prezentując zebranym plakat z 1984 r., zapowiadający mecz "Startu" Namysłów z SJ Chrósćicy. Na boisku lepsi wówczas o jedną bramkę byli namysłowianie, ale jak żartobliwie stwierdził J. Cyž, w biesiadowaniu i śpiewach był remis. Od 1997 r. Namysłów i Njebjelčice łączy umowa partnerska. Jej współtwórcą był obecny wicestarosta, a ówczesny burmistrz namysłowski, Andrzej Maciąg. Co roku ma miejsce ożywiona wymiana sportowa, kulturalna i młodzieżowa. Pokłosiem tych kontaktów była otwarta tego dnia w mieszczącej się w holu gmachu starostwa galerii otwarto wystawę: "Serbołużyczanie - najmniejszy słowiański naród świata", na którą miedzy innymi złożyły się inspirowane pobytem w Njebjelčicach prace plastyczne namysłowskich dzieci.Obchodom 60 rocznicy śmierci Jana Skali towarzyszyło duże zainteresowanie mediów. Informowało o nich "Radio Opole". Wiele miejsca temu wydarzeniu poświęciła największa opolska gazeta, "Nowa Trybuna Opolska". W numerze z 24 stycznia 2005 r. znalazła się relacja z uroczystości, przypomniano sylwetkę Jana Skali oraz zamieszczono wywiad z panią Trudlą Kuringową.Zbigniew Kościów laureatem "Myta Domowiny"Myto Domowiny jest coroczną nagrodą, przyznawaną przez naczelną organizację narodową Serbołużyczan, Związek Serbów Łużyckich Domowina ludziom lub instytucjom szczególnie zasłużonym dla kultury tego najmniejszego słowiańskiego narodu. Uroczyste rozdanie tegorocznych nagród odbędzie się w dniu 13 października 2004 r. w budziszyńskim Serbskim Domu.W tym roku w gronie laureatów, jako jedyny cudzoziemiec, znalazł się opolanin Zbigniew Kościów. Urodzony 23 stycznia 1929 r. w kresowych Brodach, przyrodnik, muzyk, pedagog, krytyk i pisarz muzyczny od lat powojennych mieszka i pracuje w naszym mieście. W jego zainteresowaniach badawczych w fascynujący sposób zachód łączy się ze wschodem. I to nie tylko byłymi wschodnimi kresami Rzeczpospolitej, ale także tym już dla przeciętnego Polaka egzotycznym i mało znanym, utożsamianym przez daleką Armenię. Owocem tych zainteresowań były prace o rodzinnych Brodach, muzyce armeńskiej oraz twórczości muzycznej polskich Ormian. Na drugim, "zachodnim" biegunie zainteresowań postawić można biografie takich kompozytorów jak Albert Roussel, Karol Maria Weber, Alois Hába czy Hugo Wolf. Nie do przecenienia są także zasługi pana Zbigniewa dla opolskiego środowiska muzycznego. Ich głównymi wyznacznikami są jego współpraca z opolską rozgłośnią Polskiego Radia, działalność pedagogiczna oraz organizacja szeregu muzycznych przedsięwzięć. Są to także książki i artykuły poświęcone szeroko rozumianej opolskiej kulturze muzycznej, w tym, jakże ważna, biografia śląskiego kompozytora Emanuela Kani.Jednak największą życiową pasją opolskiego muzykologa byla i jest kultura, jakże nam geograficznie, mentalnie i kulturowo bliskiego, narodu Serbołużyckiego. Spod jego pióra wyszły dziesiątki publikowanych w Polsce i na Łużycach artykułów tej tematyce oraz szereg prac zwartych, w tym pierwsze biografie wielkich serbołużyckich kompozytorów Jurija Pilka i Korli Augusta Kocora oraz dwie książki poświęcone wielkiemu przyjacielowi Polski i Polaków Michałowi Nawce. Zbigniew Kościów jest również autorem pierwszej napisanej i wydanej poza Łużycami, monografii dziejów muzyki Połabian i Serbołużyczan. Był także spiritus movens koncertów muzyki łużyckiej w Opolu. Dzięki niemu opolscy melomani mogli zapoznać się z twórczością szeregu serbołużyckich kompozytorów. Zainspirował także znanych kompozytorów Tadeusza Natansona i Stanisława Śmiełowskiego wykorzystaniem w ich twórczości motywów łużyckich. Myto Domowiny jest więc, jakże zasłużonym, dowodem uznania dla badacza i popularyzatora serbołużyckiej kultury, a jednocześnie opolanina przez wielkie "O".

Účastníkům mezinárodní vědecké konference Slovanský svět v očích badatelů a publicistů 19. a 20. století , která se konala 16.-17. listopadu 2006 na půdě Univerzity Opole, se dostalo zajímavého zpestření v podobě pozvání na slavnostní symfonický koncert opolské filharmonie. Její orchestr není dosud v hudebním světě příliš známý, listopadový koncert však mezinárodní publikum přesvědčil o velmi dobrých kvalitách tohoto sehraného tělesa. Na programu byly stálice symfonického repertoáru v podobě II. klavírního koncertu B dur Johannesa Brahmse (s nadaným ruským sólistou Jevgeniem Michajlovem) a Stravinského suity Pták ohnivák . Tyto skladby jsou pravidelným návštěvníkům symfonických koncertů dobře známé a poučeným posluchačům přinášejí nové hudební zážitky jen při vnímání samotného způsobu interpretace. Nevšedním dramaturgickým obohacením, při kterém může publikum žasnout také nad kompozičním mistrovstvím dosud neslyšené skladby, bylo zařazení skladby Krabat lužickosrbského skladatele Detlefa Kobjely. I pro samotnou opolskou filharmonii byla tato symfonická suita novinkou. Svědčí o tom nepřipravenost tištěného průvodního slova ke koncertu, ve kterém si návštěvníci zopakovali známé informace o Brahmsově i Stravinského skladbě, ovšem nepřečetli si ani řádku o Krabatovi a nedozvěděli se bohužel ani ty nejzákladnější informace o jejím autorovi. Rozpaky publika nad očekávanou neznámou skladbou však záhy kromě samotné hudby rozptýlil výkon orchestru, který na rozdíl od tištěného programu byl na novou skladbu připraven velmi svědomitě. Kobjelův Krabat měl v podání opolských hudebníků vše, co vyžaduje. Jeho témata zněla v požadovaných výrazových kontrastech. Výrazný rytmus pětidílné skladby byl náležitě podpořen rozšířenou sekcí bicích nástrojů. Ač je Kobjelova skladba pro mnohé neznámá, její faktura je natolik průzračná, že by jakékoliv intonační nebo rytmické zaváhání bylo okamžitě naprosto zřejmé. V tomto ohledu nelze orchestru opolské filharmonie pod vedením svého šéfdirigenta Bogusława Dawidova vytknout ani to nejmenší. Nejen tento umělecký výkon, ale především odvážný dramaturgický úkon opolské filharmonie by se měl stát vzorem pro další evropské hudební instituce v rozšiřování koncertního repertoáru o pozoruhodná díla lužickosrbských skladatelů, která na řadě pódií bohužel nemají ani zdaleka své stálé místo.Petr Ch. Kalina.

Ankieta

Czy jesteś za ustawieniem przy drogach wojewódzkich, krajowych i międzynarodowych na terenach województw dolnośląskiego i lubuskiego tablic informujących o wjeżdzie na Łużyce Górne i Dolne?
Tak - 90.3%
Nie - 7.4%
Nie wiem - 2.3%
Wszystkich głosów: 257
Głosowanie się już skończyło o: wrzesień 9, 2016
1999-2017 © Stowarzyszenie Polsko-Serbołużyckie PROLUSATIA
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος